Czym jest embargo i co mają do tego PR-owcy?

siatka
Photo by Staffage via: kaboompics.com

Embargo najczęściej jest na ropę, a ostatnio głównie na handel z Rosją. Jednak takie narzędzie może być również bardzo przydatne w pracy PR-owców. Oni też mogą nałożyć embargo. Tylko co taki niewinny termin, kojarzony głównie z zakazem handlu, ma wspólnego z hitlerowskimi Niemcami i dziennikarzami?

Embargo informacyjne to nic innego jak zakaz publikowania pewnych informacji przed wyraźnie określoną datą. Moment publikacji można uzależnić również od innych czynników, które muszą wystąpić, aby upublicznienie przekazanych informacji stało się możliwe. Tak było np. w przypadku pewnej wizyty George’a W. Busha w Iraku. Dziennikarze mieli zakaz informowania o tym fakcie do momentu, gdy prezydent bezpiecznie nie opuści tego kraju.

Trochę historii

Jeden z najciekawszych przypadków zastosowania embarga informacyjnego miał miejsce w 1945 roku i dotyczył ogłoszenia kapitulacji Niemiec[i]. Właśnie na tę wiadomość nałożono czasowy zakaz.  Dziennikarz Associated Press, Edward Kennedy, który był naocznym świadkiem tego wydarzenia, postanowił go jednak zlekceważyć. Swoje postępowanie tłumaczył później tym, że każda godzina bez ogłoszenia światu informacji o końcu wojny kosztowała życie kolejnych żołnierzy. Gdy AP dowiedziała się, w jakich okolicznościach doszło do przekazania tej wiadomości, natychmiast cofnęła mu akredytację w Europie i udzieliła nagany. Dopiero po śmierci Kennedy’ego szef agencji przyznał, że to był błąd i taka informacja powinna jak najszybciej zostać przekazana społeczeństwu.

Przejdźmy do praktyki

Dziś z embarga nadal korzysta wojsko, ale robią to też firmy, osoby publiczne oraz rządy. W przypadku wojska dotyczy ono np. informacji o śmierci żołnierzy. Wtedy bezwzględne pierwszeństwo mają ich rodziny. Firmy korzystają z niego np. przy okazji premier nowych produktów oraz publikacji wyników finansowych. Przekazując informacje na ich temat z wyprzedzeniem, dają dziennikarzom czas na spokojne przygotowanie artykułów czy uzupełnienie brakujących informacji. Dzisiejsze embargo, o ile jest wykorzystywane, najczęściej przybiera formę dżentelmeńskiej umowy. Choć zdarzają się sytuacje, gdy w sprawę jest angażowany prawnik, który przygotowuje stosowne dokumenty. Zdarza się, że zawierają one informacje o karach finansowych, jakie grożą za złamanie tego zakazu. Co ciekawe, kilkukrotnie zdarzyło mi się, że gdy proponowałem wcześniejszy dostęp do raportu branżowego, zaciekawiony dziennikarz sam sugerował poddanie się embargu. Oczywiście, nazywając rzecz po imieniu. Nie oznacza to jednak, że wszyscy są skłonni respektować taką umowę. Niektórzy reporterzy mówią wprost, że nie poddadzą się takiemu zakazowi, gdyż liczy się dla nich pierwszeństwo w przekazywaniu informacji.

Embargo nie jest więc czymś strasznym i w niektórych sytuacjach może okazać się bardzo przydatne. Warto jednak stosować je tylko wtedy, gdy sytuacja faktycznie tego wymaga.